Blog > Komentarze do wpisu

Prawie jak Dyzma

Po kilkudniowej przerwie, która jak znalazł wpisuje się w tytuł bloga, powracam do opiniowania. Póki co pary z ust nie puszczam w temacie poczynań biało-czerwonych kopaczy na Litwie. Pochwałę dla milczenia motywuję razy dwa. Przede wszystkim 0:2 należy na spokojnie przetrawić. Po drugie zaś, kadra dopiero we wtorek w Pireusie dokona wyboru między progresem, a równią pochyłą. I właśnie a propos wtorku...

Wyniki wtorkowych wyborów do Komitetu Wykonawczego UEFA wciąż wywołują u mnie lekką zadumę, a u Prezesa Laty zapewne wielkiego kaca. Szarmancki Grześ nie został bowiem wybrany do najwyższego organu wykonawczego organizacji, która dzieli i rządzi w europejskim futbolu. Dla zrozumienia sytuacji przyda się drobny highlight. Otóż ciało to odpowiada za znamienite różności w światku UEFA, począwszy od formowania struktur organizacyjnych, przez księgowość, aż po permanentną inwigilację ludzi, prawa etc. Ekipa KW to 15 członków, przy czym w tym roku 13 kandydatów walczyło o 7 miejsc. I nie ważne skąd biorą się te zasady, bo Grzegorz i tak nie dał rady. W związku z tym targają mną 3 spojrzenia.

1. Patriota. Przy większości zagranicznych eventów bywa tak, że nie obchodzą nas dopóki nie zauważamy polskiego akcentu. Również i te wybory przeszłyby do lamusa, gdyby nie swojski element. Od lat 60. wieku ubiegłego żaden Polak nie zasiadał w prestiżowym gronie KW, choć siedem lat wstecz prężnie walczył Michał Listkiewicz, któremu poskąpiono zaledwie trzech głosów. Sam pomysł kandydatury Grzegorza L. skojarzyłem mimowolnie z klasykiem pod tytułem "Kazimierz Greń na dyrektora sportowego reprezentacji". Kiedy i z czyjej głowy wylazła ta idea nie wiadomo. Sądząc po broszurkowym wyrażeniu - "Drogą papieża będę szedł" - mogło to być po mszy w niedzielę. Hasła nie wymyśliłem, znalazło się w oficjalnych tekstach promocyjnych rozesłanych do europejskich federacji.

2. Euroentuzjasta. O dziwo szanse polskiego kandydata przed głosowaniem wcale nie oscylowały wokół zera. Argument pierwszy: osiągnięcia z kariery zawodniczej. Drugi: polska część EURO 2012. Przy odpowiednim opakowaniu wymienionych elementów, w powiązaniu z poparciem obeznanego w środowisku duetu: Listkiewicz - Boniek i kilku ćwiczeniach mimiki twarzy mogło się nawet udać. Zabrakło wszystkiego. Grześ oczarował broszurą, dziarsko nie potrzebował pomocy Zibiego, a kły szczerzył aż do ogłoszenia ostatecznych wyników. 2 (słownie: dwa) głosy w dogrywce, przy 25 głosach Rumuna Sandu tłumów nie rwą. W sumie w porządku: dwa razy tyle co ostatni w rankingu Maltańczyk.

3. Realista. Kandydat na członka KW powinien w pakiecie: niebrzydko się prezentować, znać język obcy oraz kipieć od kontaktów w międzynarodowym środowisku. Prezencję odpuszczamy, kwestia to indywidualna. W temacie języka to z ojczystym są kłopoty, ale po brytyjsku coraz lepiej - przyda się podczas polsko-ukraińskich Mistrzostw Świata. No i środowiskowe poparcie... Cóż, niech wypowie się sam zainteresowany: "Skoro udało mi się zebrać potrzebne głosy, aby dwa lata temu zostać prezesem PZPN, uważam, że mam teraz szanse powalczyć o głosy do UEFA". Doprawdy, przełożenie realiów niemalże wzorcowe. Siedem bramek z Mundialu w RFN niestety też nie doda (pomnoży?) głosów. Możliwe, że Lato nie wiedział.

Lato wielkim piłkarzem był i kto podważa ten fakt jest mentalnym samobójcą. Kariera polityczno-działaczowska to już jednak seria zadziwiających zbiegów okoliczności, krzewienie kolesiostwa i durnota wyborców. Wszystko to spowodowało, iż nasz bohater mimo swoich ułomności zasiadał już w Senacie RP, a od kilku lat rządzi polską piłką skopaną jako Prezes PZPN. Całe szczęście, że ta błyskotliwa kariera została brutalnie zastopowana we wtorek w Paryżu. W innym razie musielibyśmy zweryfikować pielęgnowany od dekad polski symbol karierowiczostwa.

sobota, 26 marca 2011, poprzerwie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Mając 9 lat zaskoczył kąśliwym
strzałem Eda De Goeya.
Kilkadziesiąt miesięcy później powalał
na klepisku Kamila Grosickiego.
Uznał wyższość działaczy i zakończył
karierę w wieku 19 lat.
Nie poddał się. Bywał w radiu i TV -
gdy szukali materiału na zapchanie
ramówki oczywiście. Nie pokonał go
Witold Odrobina w audycji na żywo.
Niektórzy twierdzą, że dobrze pisze.
Pewne jest jedno, ciągle powraca...
Po przerwie.