Blog > Komentarze do wpisu

Na krańcu roku. Prywata

Dobiega końca rok 2011. W firmach inwentaryzacje, w domach urlopowicze, na blogach i urlopy, i inwentaryzacje. Po nocy sylwestrowej pokuszę się o poprzerwowe podsumowanie ostatnich miesięcy, swoiste TBoPP, czyli The Best of Po Przerwie, jeśli w ogóle w przypadku tegorocznych paru tekstów przysługuje mi prawo do takiej publikacji. Najpierw jednak kilka zdań do czytelników, odautorska prywata na skraju roczników, niekoniecznie uporządkowana.

Mijający rok nie jest co prawda pierwszym, w którym publikuję teksty, czy to w Internecie, czy w formie pierwotnej - papierowej, ale właśnie "Po przerwie" to moje dziewicze, własnościowe, futbolowe dzieło. Miejsce, gdzie piszę po swojemu. Powstaje nie z przykazu zleceniodawcy, nie dla zarobku, a dla satysfakcji osobistej i - co z nią ściśle skorelowane - satysfakcji czytelnika. Przy okazji zgromadziło się treściwe, dość rozbudowane portfolio, które mogło przyczynić się do ulokowania mej skromnej osoby w redakcyjnej "rodzinie". Mogło, bo nie musiało. Gdybym miał wymienić wszystkie serwisy i portale, serwisiki i portaliki, gdzie "grzecznie" mi podziękowano lub nie odpowiedziano na aplikację wcale, to uwierzcie, że blogowy edytor zagotowałby się i padł. Wciąż jestem więc "dziennikarzem bez zatrudnienia".

Jak w życiu, tak na blogu - sinusoida. Osobiście uważam, że aktualnie jesteśmy (ja, blog, czytelnicy) pod kreską. Prosty przykład, panoszyliśmy się wśród Supergigantów i Steców na głównej Sport.pl, już nas wywalili - akurat po wpisie... o serwisie Weszło! Ale to podobno przypadek - ponoć tarasowaliśmy gazeciarzom miejsce dla blogów sponsorowanych. Może czas uciekać z Bloxa? A może wina leży po stronie idei anonimowości autora? Temat pod rozwagę. Czasem zastanawiam się, czy słusznie nie podpisuję tekstów nazwiskiem - na swoją obronę powiem, że chciałem przyciągnąć Was jakością spod szyldu "Po przerwie", nie facjatą autora. Na razie "anonimowość" zostaje, ale przyznaję, iż nieraz sympatycznie podpytujecie o biografię. Najważniejsze byśmy wraz z nadejściem roku ponownie wystrzelili w górę. Wraz z odpaleniem korków od szampanów, no i... z odpaleniem książki!

Tak jest, autorskiej książki - już nie tyle piłkarskiej, co ukazującej cały ten medialny swąd, który nas otacza. Będzie o tym, jak trudno wleźć z butami na dziennikarski dywanik; będzie o podejściu tak zwanych "znanych", tak zwanych "dziennikarzy" i tak zwanych "znanych dziennikarzy" do wykonywania wolnego niegdyś zawodu dziennikarza; będzie o manii klikalności, czyli o chorobie trawiącej jakościową treść; będzie o praktykancko-stażowych praktykach ubóstwianych przez redakcje; będzie też poczet mocno przereklamowanych dziennikarskich osobistości; będzie życiowo, autentycznie, z przykładami, z nazwiskami; całość w przystępnej formie a`la felieton, w krótkich epizodach do poczytania przed snem, przy śniadaniu, pod akademicką ławką, w podróży i w publicznej toalecie też; treści dla idiotów nie będzie - materiał kieruję do kumatych przedstawicieli gatunku Homo sapiens sapiens. Mam nadzieję, że Wam się spodoba - stałym czytelnikom i zirytowanym durnotą na pewno.

Ale to w nieodległej przyszłości, pisarskie prace w toku. Już nie mogę się doczekać chwili, gdy będę mógł Wam zaprezentować świeżo wydrukowane stronice! Wyleciałem w przyszłość, a miało być historycznie o minionych kwartałach. Taka specyfika bloga: co akapit to koncepcja. Kto autorowi na prywatnym poletku zabroni.

Zaczęło się w marcu organizacyjnym wpisem, na dniach poszły kolejne teksty, oglądalność miesięczna wyniosła wtedy jakieś 150 sztuk. Tyle to jest teraz dziennie, gdy na blogu nie pachnie świeżymi notkami. Kiedy spinam się i rzucam tekstami na lewo i prawo, zegar odwiedzin solidnie się kręci. Stówka gości w tygodniu? Mało! Tysiąc? Mało! Ponad 10 tysięcy bywało! Mówię o tym, bo chciałbym Wam podziękować za to, że od marca, przez następne miesiące rozprawialiście o blogu między sobą, że klikaliście gdzie trzeba na portalach społecznościowych, że gadacie ze mną na Twitterze, że ślecie maile - czasem krytykujecie, czasem chwalicie! Wszystko to pokazuje, jak "Po przerwie" się rozrastało i rozrasta. Pozwalało wierzyć w sens prowadzenia bloga, gdy kolejni redaktorzy - z betonu nie mniej twardego od pezetpeenowskiego - odrzucali moje pisarskie usługi bądź oferowali stawki poniżej autorskiej godności. Dzięki, dzięki, dzięki!

Na początku pisanie dla samego pisania, dla nikogo, na dłuższą metę absolutnie bezcelowe. Teraz odczuwam różnicę między, dajmy na to, bezstresowym pisaniem na egzaminacyjnym kawałku papieru, a tworzeniem na własny rachunek i prezentacją efektów przed rzeszą czytelników. Na blogu wszystko musi grać, ma być systematycznie i na bieżąco, schludnie i dopracowanie (od jakości treści po rozmiar czcionki), tematycznie, ale też po swojemu - wszystko weryfikuje obserwator, który nie wróci, gdy uzna autora za marnego. Pokochałem to specyficzne pisanie, te wspólne biesiadowanie podczas meczów, te wspólne dysputy - głównie o futbolu. Klik, klik... Lubię to!

Dobra, wystarczy. Więcej możecie nie ogarnąć za jednym podejściem. "Po przerwie" ma się dobrze, zapału do dziennikarskiej robocizny nie brakuje. Wy trzymacie mnie przy blogu, książka przy pisarskim życiu.

Do przeczytania w Nowym Roku!

--

Facebookowy profil "Po przerwie"; Twitter "@Poprzerwie";

piątek, 30 grudnia 2011, poprzerwie
Tagi: po przerwie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/12/30 19:59:11
już nie mogę doczekać się ksiązki ;)
-
misneachh
2011/12/30 20:24:41
Książkę z pewnością kupię. Z chęcią ;)
-
Gość: Ann, *.play-internet.pl
2011/12/30 22:19:30
Trzymam kciuki za książkę i życzę wytrwałości w Nowym Roku:)
-
Gość: krs, *.dynamic.chello.pl
2011/12/30 23:57:11
szczerze, nawet nie zastanawiałem się kim jesteś. dobrze piszesz i to mi wystarczy. jest dobrze. oby tak dalej.
-
poprzerwie
2011/12/31 11:21:40
Czyli minimalna wielkość popytu została określona :) Ale do książki tak naprawdę kawał drogi. Pisanie to fajna i przyjemna czynność, a przede wszystkim czynność, za którą odpowiadam ja. Wydanie to już zupełnie inna sprawa.

Co do samego zakupu... może wyciąganie portfela nie będzie potrzebne. Na pewno zorganizujemy sobie na blogu pisarski konkurs z książkowymi nagrodami. A w jakiej formie... to ustalimy, gdy pojawi się namacalny powód do rozmowy :)
-
2011/12/31 13:29:46
Autor świadkiem, że kilka miesięcy temu wspominałem o książce! Mailowo i kiedyś w komentarzu chyba. Sukces ma wielu ojców, jestem jednym z nich :-)
Tak całkiem serio to cieszy ta wiadomość. Należę do grupy szczerrze nienawidzącej szambo medialne. "Po przerwie" jest obok Supergiganta najzajebistszym blogiem w sieci! Na pewno będzie się czytało wyśmienicie!
Tytuł oczywiście kupię. No właśnie: jaki będzie tytuł? Tajemnica? :-)
Mając 9 lat zaskoczył kąśliwym
strzałem Eda De Goeya.
Kilkadziesiąt miesięcy później powalał
na klepisku Kamila Grosickiego.
Uznał wyższość działaczy i zakończył
karierę w wieku 19 lat.
Nie poddał się. Bywał w radiu i TV -
gdy szukali materiału na zapchanie
ramówki oczywiście. Nie pokonał go
Witold Odrobina w audycji na żywo.
Niektórzy twierdzą, że dobrze pisze.
Pewne jest jedno, ciągle powraca...
Po przerwie.